...

niedziela, 31 maja 2009

Ciągle pada

A z mojego puntu widzenia to nawet fajnie.Nic mnie nie goni do ogródka i mam czas na dzierganie.Zaczęłam tunikę.Mam już kawałek i tym się mogę pochwalić. Obawiam sie tylko ,że znów nie trafiłam w rozmiar..Zrobiłam za dużą....Ostatnio tak mam ...gdzieś mi się miara "na oko" rozregulowała...może dlatego ,że i na wadze 3 kg ubyło:)Jak będzie za duża to ja komuś sprezentuje albo sprzedam ale pruc nie mam zamiaru.
Włoczka to bawełna z połyskiem zakupiona na allegro , na szpuli więc żadnej nazwy nie posiada i szydełko nr 1,5.Robi się z niej świetnie.



Pozdrawiam wszystkich zaglądających na mój blog.
Miłej niedzieli

czwartek, 21 maja 2009

cd.

Dzisiaj napadło mnie na pieczenie bo w zasadzie sprawy ogrodowe już załatwione...posiane , wyplewione przynajmniej mniej więcej.Padło na strucle drożdżowe z rabarbarem.
A że drożdżowe czasochłonne jest i w miedzy czasie trudno w coś innego łapki wsadzić to skalniakiem się pochwalę:D i inną roslinnością...






















A na końcu efekt mojej pracy czyli placek.... i to znów wychodzi moje "za dużo" to znaczy jak cos robię to nie potrafię mało....Jeden placek? O nie!!! ...ja od razu pięć:D
To już drugie takie ciasto w tym sezonie....pierwsze zniknęło błyskawicznie..


środa, 20 maja 2009

Roślinnie?

Ostatnio wcale nie mam czasu ani na robótki ani na prowadzenie bloga.Do komputera zasiadam co drugi dzień i to tylko po to by sprawdzić pocztę, nie zaglądam na inne blogi i jestem 100lat do tyłu ze wszelkimi nowinkami.Ale nie, nie leniuchuje...tylko chyba porwałam się z motyka na słońce...jeśli mowa o motyce to nawet dosłownie:D bo ostatnio władam nią coraz skuteczniej ba nawet lepiej niż szydełkiem. A podobno nie rokowałam najlepiej w tej kwestii bo znana byłam wśród znajomych jako typowy mieszczuch i nie jedna osoba moja decyzję o wyprowadzce na wieś skwitowała wymownym popukaniem się w głowę a w łagodniejszych przypadkach wzruszeniem ramionami.
No ale stało się mieszkam na wsi i rewelacyjnie się tu czuje...taka bez makijażu, super fryzury no i umalowanych paznokci.... z motyką czy konewką w rękach...
Z radością sieję , sadzę, grabię...doglądam czy "równo" rośnie...wiodę żywot sielski....
Jest jeden problem ...z moim kolejnym uzależnieniem sobie nie radzę...bo ja lubię dużo...za dużo..Tak jak jeszcze nadal z włoczkami , których do końca życia nie przerobie...tak teraz z roślinkami...nasiałam tego w czym tylko się dało ....a teraz przesadzam...przesadzam ...przesadzam...Małe to to więc chwalić się nie ma czym specjalnie ale juz oczami wyobraźni widzę jak to w pełni lata wyglądać może...
Wtedy z czystym sumieniem w cieniu parasola robótkom się będę mogła poświęcić.
Pergolę małżonek zrobił ...ja jestem szczęśliwa a On niezadowolony bo podobno lepiej mogłaby wyglądać... i całe szczęście ,że tak myśli bo następna ma być lepsza , ładniejsza i bardziej dopracowana:) Idąc tym tokiem myślenia przy sprzyjających okolicznościach do końca lata będę totalnie "zapergolowana".I super bo po ostatniej wizycie w jakimś hipermarkecie okazało się ,że mała pergolka ze skrzyneczką kosztuje 180 zeta i jest o połowę mniejsza niż ta , która mi Piotrek zrobił,a że brzydsza to nawet nie wspomnę..






Zrobiłam jeszcze parę fotek mojej rośliności...szkoda,że skalniak nie obfocony bo wygląda zdecydowanie lepiej niż rok temu...nic straconego..






A na koniec słowko o Cezarku...Rozrabia jak diabli...kradnie rękawiczki..roznosi buty po całym podwórku ale nie gryzie tylko jak na razie oblizuje i wyleguje się na swieżo posadzonych roślinkach ...a wygląda tak niewinnie:D

wtorek, 5 maja 2009

Zejść na psy

Mój blog zszedł na psy totalnie i coś w tym jest...
Nie mam czasu nic napisać , nie mam nowych robótek...nie zaglądam na inne blogi ba nawet przy kompie bywam sporadycznie nawet bardzo sporadycznie.
No cóż wiosna...mam do zagospodarowania całkiem spory kawałek ogrodu...koszenie trawników zajmuje cały dzień a i jakaś inna roślinność też się pojawia...drzewka , kwiaty.. niestety jeszcze prawie wszystko w sferze małego wzrostu...jak podrośnie i zakwitnienie nie omieszkam się pochwalić.
Zamówiłam sobie u męża drewniane skrzyneczki i pergolę ...skrzyneczki juz są ma w nich rosnąć kobea


Pierwszy raz się do niej przymierzam ale jak wyczytałam na jakimś forum ..posiałam zbyt późno i jej cudnymi kwiatami mogę się nie cieszyć tego lata...pocieszam się ,że może zakwitnie bo rosnie błyskawicznie a i nawet bez kwiatów wygląda bardzo dekoracyjnie.

Cezar przyzwyczaił sie do nas i mam wrazenie ,że jest szczęsliwy..."DZięki" niemu mam dwa razy dziennie odkurzanie ...zmienia sierść a to co odpadnie pozostawia na dywanach, podlogach gdzie popadnie .Dobrze ,że na kanapach się nie wyleguje bo chyba zwariowałabym od tego odkurzania i tak zajmuje mi to ze dwie godziny dziennie.
Mat nazywa go owieczką ..taką przd strzyżeniem:)Chyba nic więcej nie muszę tłumaczyć
I tak czas sobie śmiga a włoczki czekają...bo na zakup nowych czas znalazłam.
Fotki może weekend.
Pozdrawiam