


Dawno się nie odzywałam ale czas jakoś strasznie mi się kurczył, doba była za krótka a zajęć cała masa. Robilismy taki mały remoncik w domu ...takie małe odświeżenie domu przed chrztem Zuzi a zajęło nam to prawie trzy tygodnie...póżniej gotowanie... pieczenie ciast...krojenie sałatek i takie tam..wiadomo.
Sukienkę Zuzi kończyłam w nocy tuż przed chrzcinami. Efekt mnie zadowalał a gości zachwycił..tylko Niuńka jakoś niezbyt była zadowolona z sukienki czy sweterka a juz kapelutek wkurzał ją niemiłosiernie. Całe szczęście ,że ceremonię chrztu jakoś wytrzymała w pełnym rynsztunku. Pogoda dopisała a tak się martwiłam ,że wydziergane ubranko zostanie w szafie a ubrać ją będę musiała w zakupionego w ostatniej chwili ciepłego gotowca:):)
Miałam jeszcze przygotowana wersje awaryjną.... cieplutki, kremowy polarowy kocyk obrobiony szydełkiem. Dobrze ,że się nie przydał.
Idę teraz do garów...czas posprzątać po imprezie:)